piątek, 23 sierpnia 2013

Nadejdzie.



Wystarczyło dosłownie kilka dni umiarkowanego ochłodzenia, żeby głowę nawiedziła wizja zimy. A zima to ten utwór, płatki śniegu tańczące we włosach i rękawiczki za duże o kilka rozmiarów. Wielkie świece wypalane do rana i niekończące się rozmowy przy grzanym winie. Zimową porą zawsze tęskno mi za Warszawą, za chłodnym świtem na Starówce i wpatrywaniem się przez szybę kawiarni na mężczyznę parzącego kawę, który miał stać się kimś, ale porzuciłam przedwcześnie próby uwiecznienia jego postaci na papierze.

Zima to idiotyczna różowa czapka, której ostatnio dokupiłam szare towarzystwo do kompletu. Teraz mam dwie idiotyczne czapki + niedawno znalezioną i odkurzoną czapkę Anny Kareniny, z którą jednak wypadałoby poczekać na solidne mrozy. 

Mogłabym pokochać zimę, gdyby nie wciąż wyraźne po kilkunastu latach wspomnienie wychłodzonego domu, kawy zbożowej w szafce, konspiracyjnych półszeptów, łez i dłoni splecionych do modlitwy. Kiedy ten flashback przychodzi na skutej lodem ulicy, mam ochotę wykrzyczeć światu prosto w twarz, że niczego nienawidzę równie mocno, jak zimy i kawy zbożowej. 

Ale nie krzyczę. Mimo świąt, których nigdy nie ma, mimo czerwonemu nosowi i piekącym uszom, mimo faktu, że piękny, świeży śnieg zamienia się w rozmokłą breję. Nie krzyczą usta, bo krzykiem się brzydzą, krzyczy bezgłośnie coś w środku tylko. 

Wprawdzie lato astronomiczne jeszcze trwa, ale ta zima już jest, kwestią czasu jest oficjalne jej rozpoczęcie pierwszym chłodem. A razem z zimą rozpoczyna się okres czekania...na wiosnę. Bo na wiosnę zawsze warto czekać.


Miało nie być smutno, ale organizm mi się rozjebał po raz kolejny, fizycznie czuję się jak gówno, a Ketonal zacznę niebawem wciągać nosem. I mam ochotę się zakopać pod kołdrą i wyjść dopiero, gdy znowu będą piwonie. 

M.

14 komentarzy:

  1. Digguś, Darling. Rozpłakałam się. Bo zima mi też kojarzy się z zimnym domem, i nie kawą a ziemniakami i gorzką herbatą.
    Trzymaj się Iskierko! Już niedługo znów będą piwonie i znów zakwitnie bez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejże...doprowadzanie kobiet do łez to bynajmniej nie moja działka ;) I ściskam za skojarzenia. A piwonie będą. Bzy też, ba!

      Usuń
  2. Jeja ... :(
    Dużo zdrówka DI !!!

    Smutam na myśl o jsiennych słotach i zimowych glajdach ..bleeehhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziękowała najserdeczniej <3

      Och, jesienne słoty są cudowne.

      Usuń
  3. Kiedy wspomniałaś o tych wieczorach przy wielkich świecach, również ja, na moment, pomyślałam sobie ciepło o zimie... ale zaraz wszystko powróciło do normy, a w końcówce to już totalnie się przygnębiłam.

    Ja też mam ochotę zaszyć się gdzieś w gawrze i przezimować. Byle do wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cho, zabijemy się dechami w jakiejś zajęczej norze z zapasem wina i innych dobrych rzeczy!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Pory 'przejściowe' zdecydowanie lubię.

      Usuń
  5. hmm,a ja bym sobie życzyła zmiany nastawienia do zimy. Zdecydowanie będę musiała odpalić milion świec, zrobić zapasy wszystkiego, co jest korzenne i kupić z karton wina. Bo, mimo urodzenia na początku stycznia, zimny nie lubię

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem hejterem breji. Zimy generalnie, ale breji przede wszystkim. Zimę wymyślono chyba dla samobójców... A ja sobie myślę, że jeszcze trochę pożyję, choćby moim jedynym powodem było życie na złość innym...

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż mi się smutno zrobiło na myśl o zimie.Nienawidzę tej pory roku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Japierdolę, ryczę jak bóbr przy Tori. Powinnaś odwołać to co odpisałaś Arabskiej Gumie.

    OdpowiedzUsuń