wtorek, 22 października 2013

Zmiany.

Nie za bardzo bywam ostatnio w świecie, nie podążam za wiadomościami, nie interesują mnie wielkie newsy i sensacje. Żegnam się z lasem, pod którym moje nogi przebiegły setki kilometrów, patrzę na miasto, w którym stało się tak wiele dobrego i złego i wiem na pewno, że będę tęsknić, ale i będę wracać, bo tutaj zawsze warto wracać.

Zwyczajnie polubiłam odchodzenie po cichu i bez fajerwerków, bez wielkich pożegnań i łez, bez dramatów, których już było tyle, że ich czas się bezpowrotnie skończył. Mam guzik na szczęście i dobre słowa na kartce i to wystarczy. Jest spokój ducha i szczęście, szczęście w oparach tęsknoty, ale wymodlone, wyczekane. Mam głowę pełną pomysłów i niegasnący uśmiech na twarzy. Mało mówię i więcej myślę, mało sypiam, ale bynajmniej nie z powodu bezsenności, ale z ekscytacji.

3 dni do Peszkowej, 4 dni do przeprowadzki, 9 dni do wymarzonego weekendu z Nią. Jest na co czekać i jest czym się cieszyć, a jesień może być wiosną, bo to wszystko jest w głowie, w duszy i w sercu.

Jest dobrze, a będzie cudownie.


M.

6 komentarzy:

  1. Oby było ; ) Melancholijnie się zrobiło, czytając Twój tekst. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odrobina melancholii jeszcze nikomu nie zaszkodziła ;-) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. U Von Triera to nie odrobina, umówmy się.

      Usuń
  2. jesień może być wiosną.. pieknie to ujęłaś melancholijny Ludku :)

    OdpowiedzUsuń