środa, 25 czerwca 2014

I co mam powiedzieć?

Zazwyczaj na owo pytanie odpowiadam: zapytaj Pezeta.



Ale to tak między nami, rzecz jasna.

W ciągu ostatniego miesiąca przeżyłam więcej mikro-załamań nerwowych, niż przez ostatni rok chyba. Gdzieś w końcu ta gonitwa, to urocze wstawanie skoro świt i nieustanne ciśnienie musiały dać się we znaki. Trochę mi już pewniej na gruncie, kręgosłup błaga o przymusowe wolne, a bieganie uskuteczniam ostatnio jedynie z pracy na autobus i do łóżka. Głęboko jednak wierzę, że i to ulegnie zmianie, a do nowych warunków się zaadaptuję, jak zwykle zresztą.

Chciałabym sobie móc popisać, poprzeglądać blogi, poczytać, ale prawda jest taka, że jeśli mam wybierać między dodatkowymi dwudziestoma minutami snu, a tym, to sen - rzecz jasna - wygrywa, bo nie wiem, czy wiecie, ale ja bardzo lubię spać. Paradoksalnie dałabym dużo za kilkanaście godzin niezmąconego dźwiękiem budzika snu, ale z drugiej strony tak mi żal dnia, zalanego słońcem (przeważnie) miasta i tych drobnych przyjemności, w które wliczam również pranie i sprzątanie. Tak, prać i sprzątać lubię generalnie tak samo, jak spać.

Jako że historia kołem się toczy, po roku z kawałkiem wylądowałam znów wśród kwitnącej zewsząd cebuli, rozścielającej się po korytarzach i brzmiącej dźwiękami tak aksamitnymi, jak psujący się, stary Ursus. Nie, poziom patologii absolutnie nie został przekroczony, więc nie spodziewajcie się raczej opowieści o alkoholikach, przebitych woreczkach i mężczyznach noszących moje koszule nocne, ale uwierzcie mi, moje słabiutkie jak prezerwatywy Unimil nerwy zostają niemalże codziennie wystawiane na solidną próbę. 

Właściciel jest autentycznie fajnym człowiekiem, który lubi wpierdalać kury i chodzić na siłownię, ale gdy przychodzi co do czego, to staje za nami murem pozując na dużego tatuśka, którego każda dziewczynka powinna mieć w zanadrzu. To jednak tylko jedna trzecia (a może czwarta) tego, co tu zastałyśmy, a zastałyśmy pięćdziesięcioletniosześcio letnie zjawisko o ksywie operacyjnej Bunia. Bunia jest brzydka jak noc listopadowa, nie mówi, tylko krzyczy, no i właściwie...ciągle krzyczy. Jak już zapewne wiecie, w kwestii krzyku jestem szczególnie przewrażliwiona, więc niejednokrotnie zdarzało mi się Bunię lekko piłować klasycznym proszę z fis na f, kochana. Działa...na jakieś dziesięć minut. Cóż, Bunia to naprawdę specyficzne zjawisko, które wymagałoby ode mnie znacznie dłuższej ilości czasu spędzonego nad klawiaturą, ale w dużym skrócie rzeknę Wam, że białowłosa nie miała absolutnie żadnego prawa nas polubić, gdyż:

1) Jesteśmy młode.
2) Jesteśmy ogarnięte.
3) Jesteśmy atrakcyjne (przynajmniej moja piękniejsza Połówka)
4) Czasem w nocy zdarza nam się czmyhnąć do łazienki bez spodni.
5) Jesteśmy wegankami.
6) A co za tym idzie, nie jemy Buni obiadów, a przecież Bunia jest zajebistą kucharką z Krakowa.
7) Nie pijemy raczej alkoholu, więc towarzystwo do piwka na balkonie odpada.
8) Nie chcemy jej uczyć angielskiego.
9) Nie chcemy jej farbować włosów.
10) Większość naszych zakupów nie pochodzi z polskiego sklepu.

O moim osobistym, egzekwowanym już zresztą Planie Usadzenia Buni Na Dupie opowiem Wam następnym razem, jeśli bóg pozwoli.

Następny jest Janusz. Janusz jest facetem Buni. Mają super związek, bo od 6 do 23 po sobie krzyczą. O wszystko. Ale to nieważne. Janusz wygląda tak.



Absolutnie i bez różnic - właśnie tak wygląda Janusz. Czasem wychodzi z pokoju bez koszulki, po czym okazuje się, że ma większe cycki, niż ja, a ja wtedy wracam skulona do łóżka mierząc się w cichym cierpieniu z kolejnym porankiem. Janusz jest generalnie nieszkodliwy i poczciwy, ma w Polsce żonę chorą na raka i Bunia jest zazdrosna, bo dużo kasy jej śle. Wiecie, no, dzień jak co dzień.

Jest jeszcze syn Janusza, wierzę, że nazywa się Paweł, ale jego rola skończyła się szybciej, niż się zaczęła, bowiem młodzieniec o aparycji tak interesującej, jak płyta chodnikowa pomyślał, że skoro są dwie nowe laski na chacie, to pewnie zarucha. Jak się domyślacie, prędko mu ową myśl z blond głowy wybiłyśmy. Jakoś tak mniej-więcej od tejże pory skończyły się zaproszenia na wycieczki Lexusem po Londynie i papieroska na werandzie. Właściwie to przestał nawet pojawiać się w domu, w sumie mu się nie dziwię, bo Bunia jest tak intensywna dźwiękowo, że poważnie zastanawiam się nad wytłumieniem ścian wytłoczkami od jajek. Cyrk na kółkach, mili Państwo, ale w całym tym rozgardiaszu znalazłyśmy odpowiednie środki do znalezienia świętego spokoju na płaszczyźnie swoich czterech ścian. I bez obaw, moi obecni lokatorzy może i bywają upierdliwi, ale w porównaniu do zeszłorocznej patologii to teraz mieszkam w Utopii. Może i jebie czasem codziennie z rana kiełbasą, może i trochę dużo kurew posypie się z wieczora, ale poza tym jest czysto i przyjemnie. Poza tym i tak praktycznie mnie w tym domu nie ma, więc absolutnie nie mam na co narzekać. Trochę pokory się buntownicze dziecko nauczyło ostatnio. Możecie tylko pogratulować. 

A ja idę spać. 

M.

14 komentarzy:

  1. Ledwo zobaczyłam tytuł notki na facebooku, już wiedziałam, że nawiążesz do Pezeta.
    No, chciałoby się Ciebie czytać więcej/częściej, jednakże sen jest najważniejszy (podobno, mi zaczęło ostatnio 2-3h wystarczać). Cieszę się, że Ci się układa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dzięki, dzięki. Coś się jednak będzie pojawiać na pewno ;)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Zaufaj, to jedyna ładna część jego osoby.

      Usuń
  3. gratuluję :)

    jak dobrze Cię tu widzieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nawzajem! Dalej w Polszy siedzisz?

      Usuń
  4. Nie dajcie tam sobie cebulakom wejść na gĺowę !
    Mocne kciuki, za co tam tylko potrzeba :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jakbyśmy już my dały sobie wejść na łeb, to by się świat prędko skończył :D

      Usuń
  5. też myślę o emgracji do uk. Kraj kwitnącej cebuli mnie zawodzi na każdym kroku. ostatnio

    OdpowiedzUsuń
  6. ZAPRASZAM NA ROZDANIE, WARTO SPRÓBOWAĆ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Cię zapraszam do spierdalania stąd.

      Usuń
  7. Mnie ta Bunia zastanawia... Czekam na ten jej dokładniejszy opis... :)

    OdpowiedzUsuń