poniedziałek, 29 lipca 2013

O szufladkach.

Wiesz, zwyczajowo ma się te małe szufladki, w których zamyka się typ relacji z drugim człowiekiem. Szufladki są wygodne, bezpieczne, ryzyko ucierpienia jest zminimalizowane niemalże do zera. Burdel mi się w tychże szufladkach zrobił przestraszny, ale z trzeźwiejszym umysłem jakoś łatwiej przychodzą porządki w życiu.


Szufladki dzielą kobiety dość przedmiotowo, acz prawdziwie. Na te do podziwiania i rozmowy oraz na te do towarzystwa, rzecz jasna. Brzmi to co najmniej źle, ale faktem jest, że nie z każdą ładną lalką porozmawiasz o sztuce i muzyce, non? Ta pierwsza szufladka jest cholernie ciężka do zapełnienia, trudno bowiem trafić na osobnika o rozwiniętym intelekcie na tyle, aby znaleźć porozumienie dusz w stopniu przynajmniej zadowalającym.


Pamiętam dokładnie cholernie trudny wieczór majowy, kiedy odważyłam się wykonać ten krok i zwrócić się do Ciebie z rozmową, która (z zamierzenia) z kilkunastominutowej zamieniła się w wielogodzinną konwersację o wszystkim, co w głowie, sercu i poza nimi. Słowa przelewane na klawiaturę stały się substytutem terapii, ucieczką od piekła obok. Zero szukania szczęścia w butelce, szczęściem było to cholerne dzielenie się spojrzeniem na świat. Ten cudownie dziecięco dojrzały światopogląd pomaga mi ukształtować mój własny, a zgrabnie upięte zdania sprawiają wrażenie, jakbyś była tu obok, siedziała na przeciwko w pokoju przesiąkniętym dymem papierosów i cedrowych kadzidełek. Nikt nigdy nie potrafił w tak rzetelny sposób opanować mnie będąc setki kilometrów ode mnie, tak mądrze, acz niezgryźliwie wjechać mi na ambicję i powstrzymać mnie przed wkręcaniem się w żałosne gry, które zmęczyły mnie już za bardzo.

Amando, chcesz być matką? Naucz się więc postępować z rozpuszczonymi bachorami. Klasa. 

A kiedy mówię Ci, że ja i klasa mijamy się ostatnio w drzwiach, tłumaczysz, że klasa to wyrozumiała kobieta, że możemy zacząć wracać do siebie, że to wcale nie będzie takie trudne. 

Obiecuję więc sobie na piśmie, że gdy tylko rozprawię się z tym piekłem tutaj obok, to wsiądę w cholerny pociąg na drugi koniec Polski i stanę w tych drzwiach z butelką dobrej wódki, abyśmy siedząc na podłodze mogły rozmawiać przez nieskończone godziny. Pokazałaś mi jak wielką sztuką może być rozmowa, więc teraz moja kolej na odwdzięczenie się za tę nad wyraz cenną wiedzę.

I wiesz już, że wielu rzeczy jednak nie zdołasz mi przetłumaczyć, że mój zadziorny charakter nie pozwala mi na życie w stagnacji i wiecznej kontemplacji, ale nie wypominasz, nie wyrzucasz, po prostu tłumaczysz sedno problemu. Węgielek wszak w rozsypce, ale już kiedyś rzekłaś, że teraz kawałków jest po prostu więcej, że więcej pomieszczą.

I jako że budzi się we mnie sumienie, a sumienie zawsze nakazywało mi doceniać mężczyzn z klasą, choć nie wierzyłam, że takowi jeszcze istnieją, po porannym dziesiątym: zobacz się ze mną, Twoje smutne oczy tkwią mi w głowie i nie pozwalają ruszyć się z miejsca, wsiadam do samochodu, milczysz, ja milczę, choć w głowie krzyczy mi tysiąc tysięcy dziękuję w Twoją stronę, nie tylko za noc, muzykę, koszulę i Tramal, ale też za jakąś pieprzoną cząstkę człowieczeństwa w tym spadlinionym społeczeństwie. Nie rozpoznaję głosu wydobywającego się z mojego gardła, który mówi spokojnie i rzeczowo, że nie jestem w miejscu, w którym można cokolwiek robić ze swoim życiem, że tylko skrzywdzę, że nie warto. Przetrawiasz moje słowa w stoickim spokoju przez kilkanaście sekund, odwracasz głowę, niewyczuwalnie wręcz dotykasz mojego policzka i jeszcze spokojniej ode mnie odpowiadasz, że będziesz, jakkolwiek, jako przyjaciel, kochanek, ktokolwiek, ale będziesz zgodnie z moją wolą i bez pośpiechu, bo czujesz, że warto, choć sam do końca nie rozumiesz dlaczego. 

- Szlag z tymi twoimi oczami, powinnaś chodzić z ciemnymi okularami w każdą pogodę. Plany na wieczór?
- Siłownia.
- A ja Almodóvar.

Wiesz już, że czasem gryzę, więc sumienie mam czyste. Cholernie przyda się przyjaciel na ciężkie czasy.

I chociaż siekiery latają w powietrzu, a dom nie istnieje, to jednak wciąż szczęśliwie robię uniki, bo to wszystko stan umysłu i na nim się skupmy, a serce zostawmy tam, gdzie go nie ma.



M.





9 komentarzy:

  1. A mi ktoś uparcie wymyka się ze wszystkich szufladek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jak się szufladki miksują, to robi się niedobrze.

      Usuń
    2. Bardzo. Ale tym razem chyba po prostu brakuje tej właściwej.

      Usuń
    3. Deski w dłoń i do roboty!

      Usuń
  2. Przeczytałam i pojawił się we mnie wewnętrzny spokój, chociaż kubek melisy jeszcze nietknięty. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żeby nie było, to ja tu ciągle jestem i podglądam, tylko ostatnio słów mi mało. Kciuki trzymam ciągle i za wszystko.

      Usuń
    2. Tu nie ma czego komentować, aye? ;-) Dziękuję i vice versa, Słodka.

      Usuń
  3. Pilnuję tej obietnicy, moja droga.

    OdpowiedzUsuń